Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Australia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Australia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 listopada 2011

Powracanie

Po powrocie z Australii miałam nowe siły, wiarę w wiele projektów, że może się udać!

To był jednak jetlag - rzeczywistość w Polsce nigdy nie układa się pomyślnie. Ale nie będę marudzić, przynajmniej na razie :)

Podróż powrotna była całkiem szybka i sprawna, chociaż oprócz samego wyjścia z mieszkania. Tak sprawę przedłużałam, że w końcu wyszłam za późno! Może to kwestia tego, że się wtedy już za bardzo przyzwyczaiłam do latania samolotem i zapomniałam, że muszę być dużo wcześniej na lotnisku :) Potem leciałam na łeb, na szyję, połamałam torbę, pokruszyłam wosk z digideroo... Niestety, taka jest cena pośpiechu!

O mojej podróży wiedziało niewiele osób. Nie wszystkim się przyznałam, tylko najbliższej rodzinie i bliskim znajomym. Nie mogłam się jednak oprzeć podaniu linka na gg :P A, może czasem ktoś ze starych znajomych zaglądnął :) Szkoda, że nikt nic nie napisał... oj, miało być bez marudzenia!

Kiedy przyjechałam od razu odwiedziłam moją ulubioną uczelnię :) Przyznałam się do podróży tylko koleżance z ławki i dwóm znajomym z radia. Zawsze pierwsze pytanie padało: "i jak było? widziałaś kangura?" Na co ja odpowiadałam szczerze przecież "Tak, widziałam... jadłam, bardzo smaczny!". Miny, jakie ludzie zwykle robili, są nie do opisania! JAK TY MOGŁAŚ ZJEŚĆ TO KOCHANE ZWIERZĘ?!?! I to mówią osoby, które kangura to w zoo tylko widziały! Kangury wcale nie są takie słodkie, bo mogą dać się we znaki! Poza tym, tyle ich tam, że to żaden wstyd. Wszyscy na wycieczce jedli!

Tęsknie za tą dzikością Australii, nie za miastem, chociaż też było niesamowite, ale bardziej za outbackiem. Za tą wolnością młodych ludzi, za podróżami i poznawaniem, za kuchnią chińską, japońską i nawet za hungry jackiem. Za niedziwieniem się, że ktoś poświęca czas na bieganie, a nie na sprzątanie pokoju. Nie tylko dla urody, ale dla zdrowia przecież! A zdrowie to zrzucenie zbędnego nadbagażu :) Do samolotów nie tęsknię,  bo już się wylatałam, chociaż wolałabym po Polsce, lub gdzieś, gdzie się jedzie ponad 250km, lecieć samolotem.

Tęsknię też za językiem angielskim, łowię obcojęzyczność we Wrocławiu, ale od kiedy zaczęły się studia, jest tego niewiele na wrocławskich ulicach.  Jak miałam jetlag, bardzo głęboko spałam, mama raz weszła do pokoju, a ja się pytam "what's time?", na co mama wybałuszyła oczy i się pyta "co?" - i tym sprowadziła mnie  z powrotem do mojego łóżka na Zakrzowie :)

czwartek, 8 września 2011

Plan na piatek i zale wizowe

Zawsze dobrze jest miec plan, mozna sie wtedy szybciej cieszyc z planowanej rzeczy, a kiedy nic sie nie planuje, to cieszy sie dopiero wtedy, kiedy cos sie uda zorganizowac :))

Jutro wyplywam na glebokie wody, na rafe! Bede plynac wypasnym statkiem, jakis lanczyk i 6 godzin plywanka z rurka :) mam nadzieje, ze bede mogla uzywac moich-jarka okularkow korekcyjnych do plywania, bo jesli nie, to niewiele zobacze, chociaz rekina to moze uda mi sie zauwazyc :))) jestem bardzo ciekawa, jak to jutro bedzie!!!

Dzisiaj wieczorem zasiedlismy przy europejskim stole: dwie dziewczyny z anglii, jedna z irlandii, niemka i ja (polka) oraz szwed. Brytyjki i irlandka mowia straaaaasznie, w ogole normalny czlowiek nie moze ich zrozumiec ;) Co wazne, chcialam sie pozalic, co jest grane z sytuacja polakow w australii?????? Dlaczego nie mamy mozliwosci pracowania i podrozowania? Ci mlodzi europejczycy zostaja w australi po kilka miesiecy, a czasem nawet do dwoch lat i jest ok! Koreanka tez nie miala problemu z dostaniem wizy na prace i zwiedzanie. W jednym miescie pracuja przez jakis czas, potem wycieczki robia. Ale za pieniadze zarobione tutaj! W ogole jaki jest problem z naszymi wizami? A taki, ze ja nie moge przebywac w Australii na tak dlugo, musze sie tu uczyc i tylko troche pracowac przez czas nauki. Moge tu przebywac na wizie wakacyjnej max 3miesiace, ale wlasciwie to nie moge tu pracowac. Nie podoba mnie sie to, bo dlaczego oni moga, a ja nie!

Przepraszam za brak polskich znakow, nie mam na klawiaturze komorkowej.

Ide zaraz spac, mam nadzieje, ze brytyjki nie rozniosly mi pokoju i lozka! W przeciwnym razie, wizy im pozabieram!!!

poniedziałek, 5 września 2011

Wycieczka




Pisanie bloga jest trudne, zabiera dużo czasu, a przez ten czas kiedy nie piszę, to tyle się zbiera rzeczy do napisania, że potem zapominam :)

Wyszykowałam się na wycieczkę! Koniec siedzenia w Sydney, w końcu ile można (oj, można, można).

Plan jest taki:

A. Sydney -> B. Cairns
wtorek - niedziela


W Cairns będę się opalać (mam nadzieję, że nie będzie deszczu) i mieszkać tu:

B. Cairns -> C. Alice Springs
niedziela - poniedziałek

Alice Spring wita mnie Annie
Stąd jadę też na wycieczkę małą na pustynię i będę nocować pod gołym niebem. W prognozie pogody podają, że w dzień ma być tylko 22 stopnie, a w nocy nawet tylko TYLKO 2! Masakra... po za pustynia :P

C. Alice Springs -> D. Ayers Rock
środa - czwartku

W Ayers Rock śpię już pod dachem, ale za to mogę się kąpać w basenie nie pod dachem :)

D. Ayers Rock -> A. Sydney
czwartek

Trzymajcie kciuki, żeby rekin mnie nie porwał, jaszczur nie zjadł i za pogodę!!!!!!!! :)))

Będzie tu relacja niemal na żywo przez komórkowy internet, bo będę tam sama, więc na pewno będę potrzebować gdzieś sprzedać myśli :)

czwartek, 11 sierpnia 2011

Jet lag 2 i mieszkanie 1

Hej,

chciałam tylko poinformować, że żyję - nie zjadł mnie jeszcze żaden kangur, aligator ani Jarek :D

Niestety, jet lag okazał się zbyt dużym szokiem dla mnie i chodzę jak zombie. W nocy potrafię nie spać do 2, 3 nad ranem, a za to cały dzień chodzę niewyspana. Ciężko się przestawić na australijską dobę. Do tego wczoraj była paskudna pogoda, więc w ogóle nosa z mieszkania nie wychyliłam. No, tylko na jedzenie, ale i tak nie udało mi się niczego konkretnego upolować, bo za późno się wygramoliłam z łóżka, wstałam ok. 13:30. Aż mi uszy zapłonęły ze wstydu!

Dlaczego było trudno upolować jedzenie?
1. lodówka pusta (bo nie można było wwieźć do Australii mamusinych kotletów)
2. ze względu na charakter pobytu tutaj Jarka (praca), mieszkamy blisko jego pracy, czyli w dzielnicy biurowej.

Ad. 2. dzielnica biurowa to takie nieszczęście dla mojego trybu życia, że jedzenie dają tylko na śniadanie i na lunch. Śniadanie mam w domu, chwilę po wstaniu, czyli przy moim jet lag, to jakoś wychodzi na krótko przed południem (to nie jest lenistwo!). Natomiast obiad jem zaraz po 12, bo wtedy Jarek idzie na lunch, a ja idę z nim, bo przynajmniej mam jakiś pretekst do wyjścia z domu, dowiem się, gdzie co dobrego dają i przynajmniej komuś pomarudzę od rana :))

Gdzie mieszkamy

Mieszkamy sobie tu:






czyli po drugiej stronie wszystkiego. Wszystkim jest to, co w Sydney najważniejsze i co na mapach pokazują. O naszą część mapy North Sydney trzeba się specjalnie prosić albo chodzić na wyczucie :)

Polecam do zwiedzania naszej okolicy poprzez Street View w Google Maps, czyli tego facecika pomarańczowego trzeba przełożyć tam gdzie jest punkt B (od naszego nazwiska B.. ;)). Mapka dostępna po kliknięciu na powyższą mapkę.

Dzisiaj się zlokalizowaliśmy, jutro będziemy podglądać, jak to się mieszka w Australii! A może nawet jak przemogę sen, uda mi się opisać pierwsze ciekawostki :) Ale morze jest szerokie i głębokie... więc niewiadomo :P